2011-12-22 21:04:51 >> ciepłe ręce.

Powróciłam.

Śnieg za oknem chyba sprzyja mojej chęci do zapisania tutaj czegoś- niekoniecznie fascynującego.
Przez ostatnie dwa miesiące wędrowałam między wydziałem jako szkołą, wydziałem jako pracą, M. jako ukochanym, i kilkoma spotkaniami. Tłem tego wszystkiego jest nauka pochłaniająca w całości mój mózg- to się opłaca, patrząc na dotychczasowe wyniki i płynącą z tego satysfakcję.
Kilka osób dziwi się jak ja to wszystko godzę ze sobą, pracując w końcu przez całe weekendy od rana do wieczora.
A więc jakoś daję radę. Chociaż, nie raz i nie dwa, płakałam nad swym marnym- w moim mniemaniu żywotem.

Ale i tak to wszystko nie ma znaczenia w porównaniu z moim szczęściem, które płynie z miłości.
Jak cudownie jest... spać ze sobą przez cały tydzień, spać obok, albo w ramionach, tuląc się z całej siły, i nie myśląc. Po prostu nie myśląc. Napawać się chwilą, każdym oddechem, zapachem i słowem.
Jak fajnie jest leżeć na łyżeczki i wypinać pupę, by on mógł ją mocno trzymać.
Uwielbiam budzić go rano, błagalnym tonem mówić: ,,Proszę, kotku wstawaj, musisz już wstać. Dawno minęło to 5 minut".
On kocha jak mu gotuję, a ja jego całowanie w dłonie w ramach podziękowań.
Jest wspaniale.
I ja pragnę, by nadchodzący rok, był pełen miłości, wzajemnego zaufania, pocałunków i chwil spędzonych razem.
Bo to nadaje sens życiu. Tak własnie miłość.
M. napędza mnie, to przez niego wszystko co robie ma sens. Jest moim słońcem, moim wiatrem i deszczem, i wodą...

Przed chwilką wysmarowałam się masłem cynamonowo- karmelowym z białą truflą. Cała pachnę, tak zimowo.
W ręce trzymam kakao. Raz za czas patrzę za okno- i dziękuję za święta, że wreszcie przyjechałam do domu.

Już od stycznia nowe szanse- zaproszenie na sesje. I kolejna sesja na studiach. I ferie...
Nawet nie wiem kiedy minął już cały rok...
Trochę szkoda, że im jestem starsza tym czas szybciej płynie.
Kiedyś czas wlekł się, a teraz chciałabym, żeby doba trwała 48godz.

Spokojnych i ciepłych Świąt ;)







skomentuj (2)




2011-10-22 20:49:21 >> gwiazdy.

kompletnie nie mam dzisiaj siły. 
od samego rana.
do wieczora byłam w pracy.
przechodze jakieś przesilenie chyba.
tak poza tym, to wreszcie w czwartek powrócę do swojego gniazda w K.
wreszcie! 
dojeżdżając z domu padłabym psychicznie.

coś się dzieje z moją miłościa, chyba stoi w miejscu, a nie sądzę, żeby to był stan maksymalny.
więc potrzeba namiętności i jeszcze raz namiętności, z dodatkiem wspólnego czasu.
ja tak to odczuwam.
potrzebuję starania się o mnie. 

czego ja chcę. 

nie ma jak płakać co wieczór. jestem idiotką.





skomentuj (1)




2011-09-19 20:45:47 >> później.

dziwne uczucie gdy każde wydobywające się słowo z ust boli, 
zachodzi bordową krwią.

czasami czuję się ,,sama".
tak jest teraz.

,,nikt Ci nie pomoże".



skomentuj (0)




2011-09-15 21:17:17 >> ulotnie.

ludzi jako istoty myślące- nachodzi czasami, mnie często- chwila, w której chcemy stanąć.
Stanąc obiema nogami,na twardym podłożu. 
Zasatanawiamy się wówczas nad swoim życiem. I nie jest to zwykłe rozmyślanie w stylu: ,,co zrobię jutro czy co moge w sobie zmienić, ile schudnąć...". Mam namyśli głębokie rozważanie owego ,,sensu", przecież tak wiele się o nim słyszy.
Sens- a tak na prawdę co?
Bazując na swojej osobie (tylko siebie tak dobrze znam) jestem skłonna twierdzić, że sens to iskra rozpalająca nasze życie. 
Ja wiem, to może być śmieszne. Ale tak jest. Nie ma niczego bez powodu. Do wszystkiego potrzebny jest ,,ognik".
Do kochania potrzebna jest osoba. To chyba najprosztszy przykład. 

Więc iskrą JEST KAŻDY Z NAS. 
KAŻDY Z NAS JEST SENSEM.

Ale czy mamy tylko jeden sens w życiu?
Raczej nie. Bylibyśmy wtedy tylko ,,jednokierunkowi". A tacy nie jesteśmy. 
Ludzie mają wiele żyć w życiu. Mają w rękach kilka sensów na raz. 
Ale czy onie dbają? Czy pielęgnują, czy myślą o nich?

Zadajcie sobie pytanie: co jest dla mnie sensem życia? co powoduje, że wstaje rano a nawet w nocy, i idę po coś/ do kogoś/ do czegoś? 

I jak? Macie dużo tych ,,iskierek"? 




Tagi: sens
skomentuj (0)




2011-09-12 13:03:35 >> lili..

Od tygodnia intensywnie ćwiczę- małe efekty już widzę, ciekawe jaki będzie efekt końcowy.
Głównie pracuję nad brzuchem (tak bardzo chwalona 6 weidera) oraz pupą. 
Przyczyna tych ciężkich ćwiczeń- otóż spanikowałam jak nigdy w życiu.
Zaczęło się od lustra- w nim zobaczyłam, że mój brzuch chyba wygląda inaczej niż w czerwcu.
Pupa- nie jest tak jędrna jak dawniej. 
Można powiedzieć, że popadłam w obsesję, paranoję, jakkolwiek to można nazwać.

Jestem tak zaparta w tym wszystkim, bo nie robię to tylko dla siebie, a dla M.
To dla niego chcę wyglądać ,,bosko", jak najbardziej atrakcyjnie. 
Wydaje mi się, że to mój obowiązek, jestem kobietą, i dbanie o siebie- to jedna z czynności, którymi obarczył nas Stworzyciel.
Napawam się dumą, że nie robię z siebie czarownicy ani kluski.
Widzę jakąś skazę, to próbuję ją zlikwidować.
Dla facetów, to zapewne jest dziwne, ale każda prawdziwa kobieta, pewnie rozumie co mam na myśli. Prawda?

Dzisiaj dostałam przepiękny list, a nawet dwa! 
Pełne wzruszenie, w tym całym brudzie- świecie jaki mnie otacza.

Miłego dnia- na zakończenie daję linka do piosenki Marlene Dietrich: http://www.youtube.com/watch?v=KP8O8Lgjkiw
ps. szkoda, że nie urodziłam się w l.20 XXw. 






Tagi: ćwiczenia, dietrich
skomentuj (1)



***
* Księga Gości


* Znajomi:

fajne i mądre
Adam
Rygorystyczne oceny blogów


Layout By Normal
from Linkup.pwii.pl

* Wspomnienia:

2011
grudzień
październik
wrzesień
czerwiec
styczeń
2010
grudzień
listopad
wrzesień
lipiec
maj
kwiecień
luty
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień


***